poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Sarnia Skała - w cieniu Giewontu.

Wycieczka na Nosal tylko zaostrzyła apetyt Najmłodszej. Zażądała kolejnej wyprawy. "Tylko ze wspinaniem, tata!". Cóż robić, mimo tłumów na szlakach, planujemy wyprawę na Sarnią Skałę. 
Wstajemy rano. Przy bramie spotykamy naszą znajomą wiewiórkę. Dolinę Strążyską pokonujemy ciesząc się brakiem ludzi na trasie. Mamy tu kilka ulubionych miejsc, gdzie zawsze "trzeba" stanąć, żeby zamoczyć ręce lub pobawić się wodą. Po około 40 minutach docieramy na Polanę Strążyską, gdzie przy stołach nieliczni jeszcze turyści jedzą szarlotkę zakupioną w szałasie.
My też zaliczamy obowiązkowy przystanek na śniadanie. Tu ściana Giewontu wygląda imponująco i jest tak blisko... Zosia znów rozpoczyna snucie planów o zdobyciu " wielkiej góry"...
Ruszamy dalej. Przed wejściem na szlak zaglądamy jeszcze pod wodospad Siklawica (10 min z polany). To piękne miejsce i warto tu przyjść poza sezonem.
Wracamy na polanę i stromo pod górę pniemy się na Czerwoną Przełęcz. To najtrudniejszy odcinek szlaku. Wysokie stopnie stanowią pewne wyzwanie dla krótkich nóg naszej 5 latki, mimo to pokonuje go sprawnie. Na przełęczy jest już dość dużo odpoczywających, a Zośka widząc na znaku 10 minut na szczyt nawet nie chce się zatrzymywać.
Jeszcze tylko kilka minut spaceru przez las, pokonanie kilku metrów skałek (w czasie deszczu robi się ślisko) i wychodzimy na szczyt. Widok piękny - z jednej strony północna ściana Giewontu, z drugiej Zakopane. Kilka chwil na odpoczynek i widząc zbliżające się ciemne chmury zmykamy na dół. Po drodze dopadają nas grube krople deszczu. Z przerażeniem obserwujemy ludzi w sandałkach i klapkach ślizgających się po mokrych skalnych stopniach...
Najmłodsza, dumna ze zdobycia kolejnego szczytu, łatwo daje się namówić na powrót przez Dolinę Białego. Tu szlak z przełęczy jest stromy i wymagający. Musimy bardzo uważać na Zośkę, której udaje się kilka razy poślizgnąć i wywrócić. W końcu dochodzimy do dna żlebu i mijając mostek widzimy potok tworzący piękne kaskady. Wokół kilka ławek. Siadamy i cieszymy się słońcem, które w końcu wyszło zza chmur. Niestety tylko na chwilę, deszcze znowu podrywa nas do marszu i po ponad godzinie od szczytu mijamy bramkę Doliny Białego i Drogą pod Reglami wracamy do domu. Mokrzy, ale bardzo zadowoleni...





















1 komentarz:

  1. Ahhh, Sarnia góra nie tak dawno sama tam byłam i muszę przyznać, że jest to bardzo urokliwe i na pewno warte odwiedzenia miejsce

    OdpowiedzUsuń